Gwiezdny pył (i twarda ziemia)

Cato Lein ?Arctic Grid?

Do ostatniego tekstu o wystawie Cato Leina podszedłem tak poważnie, że dziś – w sytuacji kiedy zmieniła się ekspozycja - nie wiem, czy mógłbym coś dorzucić. Ale właśnie: czy naprawdę Cato Lein przyjechał do Kato z nowymi fotografiami? Z nową ideą? Czy aktualną ekspozycję coś różni od poprzedniej?

Dwa lata temu, w tekście o „Ciszy północy” pisałem o pertraktacjach z tematem pamięci, o „rozliczeniowym” charakterze cyklu. Zwracałem uwagę na rolę defektu – zarówno w procesie powstawania fotografii jak i w „przestrzeni podmiotu”, wspominałem o serii kadrów, które portretowały życie nocnego miasta, nocnego Kato przy okazji samej wystawy. I wreszcie swoje omówienie „Ciszy Północy” podsumowałem taką oto refleksją „Chodzi o to, że w świecie zdominowanym przez obraz multiplikujący się w nieskończoność, musi coś znaczyć jedna fotografia. W innym razie jesteśmy zgubieni”.

Otóż we wstępie do „Arktycznego pyłu” możemy przeczytać, że nowy projekt jest spojrzeniem wstecz i podróżą w przeszłość do czasów własnego dzieciństwa. Jego siłą napędową było/jest pragnienie uchwycenia i zbliżenia się do chwili, w której każde spotkanie staje się niepowtarzalne (każde ujęcie staje się intymnym i ekskluzywnym spojrzeniem w głąb ludzkiej natury). Zaś na instagramowym profilu Cato Leina niemal od razu – tak jak poprzednio – pojawia się Kato, cykl „4 days in Katowice”, w którym deformacja (nie tak licznie, co prawda, jak na wystawie oficjalnej) staje się głównym elementem organizującym przestrzeń kadru. Elementem albo siłą, jak kto woli. Brzmi znajomo?

Oczywiście, można dowieść, że „Ciszę północy” w równej mierze reprezentował północny pejzaż co portret, „Arktyczny pył” to przede wszystkim owe intymne spotkania i portrety w intymnej przestrzeni. „Cisza” była naprawdę cicha, pełna jakiejś dostojnej równowagi. Hieratyczna. Może nawet wyidealizowana. Przynamniej taka się dzisiaj wydaje w kontekście „Arktycznego pyłu”. A raczej w kontraście do niego. Poza tym mam wątpliwości, czy coś różni obie wystawy. Nie jest to absolutnie zarzut. Cato Lein należy akurat do tych (cenionych przeze mnie) twórców, którzy trzymają się jednej opowieści. Stale ją rozszerzają. O nowe światło, konteksty, o nowe obiekty. Ale sama opowieść pozostaje bez zmian. To ludzie byli ważni - pisze artysta o projekcie -  Rozmowa była na pierwszym planie, dopiero potem pojawiały się zdjęcia. Rozmowa i portret. Wyobraźmy sobie, że w XXI wieku te dwa zjawiska można uznać i potraktować jako fakty ekskluzywne!

Na „Arktyczny Pył” składa się kilkadziesiąt fotografii, w większości czarno-białych (5 barwnych odbitek w zasadzie nie wyróżnia nic, co mogłoby uzasadniać wagę tego kontrapunktu, cztery z nich przypominają swoją stylistyką lata 80-te; a być może pochodzą z tego okresu, piąte można by uznać za fotograficzną wariację „Nocnej kawiarni” van Gogha). Niemal same portrety. Osobni, pojedynczy bohaterowie, czasem w parach, dosłownie kilka przykładów surowego pejzażu północy (w duchu „Ciszy”). Mocny kontrast, winiety i grube ziarno podkreślające dramatyzm i „organiczny” brak światła, ciasne kadry i zbliżenia – bo Cato Lein pozwala sobie na więcej. Pozwala również swoim bohaterom odsłonić się bardziej. Mocny makijaż, tatuaż i piercing czy nawet pocałunek to „przestrzeń” wymiany między jednostką a zbiorowością. Czułość już niekoniecznie. Suknia w grochy, której kobieta po sześćdziesiątce raczej nie założy w innej sytuacji niż fotograficzna, buduar błazna, który jest również karłem, nocne balangi pod kołem podbiegunowym i ich skutki, striptiz w pubie, seks – już niekoniecznie. A jeszcze dalej (czy może głębiej) jest spojrzenie, które Lein próbuje uchwycić. Bo choć równie dobrze rezygnuje z niego dla oddania naturalności kadru, to przecież spojrzenie wynosi ten kadr ponad arktyczną noc i ponad twardą ziemię. A zarazem przecież zawiera w sobie cały ciężar tej arktycznej nocy i ziemi. Arktyczny pył osiada na wszystkim, ludzie którzy brodzą w tym pyle, są rozpoznawalni, ich spojrzenia są zuchwałe i w jakiś nieuchwytny sposób czułe. Jakby czułość stanowić mogła jedyną odpowiedź na surowy i niegościnny krajobraz północy.


Powrót