Etapy twarzy

?Ojciec II? Agaty Pawlik w Galerii Pojedynczej

Na „Rytuały” Agaty Pawlik, wideo z przełomu 2017 i 1018 roku, składają się trzy epizody o różnej dynamice, zupełnie nieme, które łączy ze sobą przede wszystkim doświadczenie twarzy. To twarz, która szuka schronienia – pod wodą, za odbiciem (i jego deformacją) i podejmuje ryzyko konfrontacji z żywiołem. „Woda oraz wiatr – niejako podłoża wszystkich rytuałów – są wyimaginowanymi nośnikami doznań. Woda, która jednocześnie gwarantuje barierę odosobnienia […] daje również poczucie bezpieczeństwa”, pisze autorka projektu. Napięcie zatem tkwi pomiędzy tendencją do izolacji a pragnieniem doświadczania i reagowania na bodźce. Wybór między nieżyciem, które wydaje nam się życiem w pełni chronionym i zabezpieczonym a życiem, które jest w stanie ciągłego zagrożenia, w depresji nie istnieje. Depresja zamyka po prostu wszelkie możliwości wyboru. A jest ona właśnie jednym z głównych tematów twórczości artystki.

Dlaczego piszę o „Rytuałach” skoro jesienny przegląd w Galerii Pojedynczej rozpoczęła praca malarska Agaty Pawlik „Ojciec II”? Oczywiście z powodu kontekstu. Czy może inaczej: żeby ten kontekst nieco poszerzyć. Najważniejsza jest środkowa część tryptyku. Z wielu względów. Po pierwsze dlatego, że jest „momentem” przejścia od „bycia w ukryciu” do konfrontacji. Po drugie „Rytuał II” ujawnia skomplikowaną grę napięć o charakterze wewnętrznym i zewnętrznym. To nie tylko napięcia w obrębie relacji bohaterki do jej twarzy, ale także TO, co my widzimy jako obserwatorzy gry i TO, co zostaje nam z tej gry wydzielone do obserwacji. Twarz jest tym, co nieustannie wymyka się z zasięgu wzroku, nie można jej pojąć jako całości – pisał Emmenuel Levinas. Twarz jest zawsze tym samym i czymś innym. Po trzecie deformacja w „Rytuale II” jest – przynajmniej wizualnie – bardziej przekonująca niż w pierwszym epizodzie, pod powierzchnią wody. A to dlatego, że możemy zauważyć moment, w którym twarz przestaje istnieć. Krótki moment pomiędzy całkowitą deformacją a ponownym formowaniem się znajomego (czy naprawdę znajomego?) kształtu jest chwilą, w której twarz (obraz) całkowicie zanika.

Jeśli przyjrzeć się pracom Agaty Pawlik, a mam tu na myśli nie tylko „Ojca II” ale całą serię, którą ze względu na dominantę nazwałem „niebieską” („Maria”, „Jadwiga”, Helena”), portrety matki i ojca, wreszcie autoportret (jedyny, jaki znam), widać w sposób szczególny, że twarz, czy mówiąc precyzyjniej – etapy twarzy są i pozostają w ścisłym centrum tego malarstwa. W serii „niebieskiej” i nieco późniejszych pracach (przynajmniej wedle chronologii instagramowej) widoczne są jeszcze, chociaż już uproszczone, szczegóły anatomiczne, z czasem będą one coraz mniej bledsze i mniej wyraźne. Twarz ojca rozegrana barwnie między ochrą i różem o obniżonym nasyceniu, w harmonii z tonacją tła, wydaje się być mniej rzeczywista/substancjalna niż szklanka z herbatą, którą portretowany trzyma w prawej dłoni. Naczynie oddane jest z dbałością o szczegóły (kontur, blik). Wreszcie chodzi o kolor – oranż, choć złamany, w sąsiedztwie chromatycznych brązów, zaledwie pulsujących pod nimi żółcieni i błękitów, wydaje się tu być najczystszą barwą. To punkt, w którym ogniskuje się moja uwaga. Zapewne państwa uwaga również. Jest w tym punkcie obrazu i odwzorowanym naczyniu jakaś ciężkość. I trwałość formy i koloru. Tło tego charakteru już nie ma. Kolory są na wpół transparentne. „Sprane”, powiedzielibyśmy. Dodatkowo wertykalny układ form i smug sprawia wrażenie, jakby proces odbarwiania postępował. „Sometimes the Walls Cry”, tak nazywa się tytuł zbioru haiku Deana Millera. Do obrazu, a ściślej do tła obrazu, Agaty Pawlik pasowałby idealnie. Stanisław Czycz o swojej depresji (w wywiadzie z Krzysztofem Lisowskim) mówił, że jest „za drzwiami”, „za plecami”, ciągle gotowa do powrotu. Depresja jest nie tylko precyzyjnym uderzeniem w sprawczość, wolę działania, ale również pozbawieniem kolorów. Przetworzenie przedmiotu utraty, zdefiniowanie go i przetworzenie jest próbą wyjścia właśnie z tej strefy niemożliwości. „Ojciec II” ale i inne portrety artystki są właśnie sprawozdaniem z tego procesu. Oczywiście „etapy twarzy” nie muszą być wyłącznie wizualizacją odzyskiwania/utraty poczucia tożsamości. Odnoszą się również do pamięci. Twarz jest bowiem tym, co jako pierwsze ulega zatarciu.


Powrót