Zrób sobie maskę

Maskbook of Change

Kilka gałązek tujowca, liście sałaty, obowiązkowe kwiaty o mniej lub bardziej intensywnej barwie, czasem dołączony do tej kompozycji peszel, z lewej bądź prawej strony, niekiedy po obu stronach. Peszel, wiadomo, stosuje się jako izolację elektryki albo przewodów z propylenu, ale chyba w najbardziej oczywisty sposób kojarzy się z oddychaniem. Nie tylko tym, którzy mają za sobą doświadczenie lekcji z przysposobienia obronnego. Kojarzy się także z oddychaniem w warunkach utrudnionych albo wręcz niemożliwych. Na przykład pod wodą albo w środowisku skażonym. Rośliny dominują w kompozycjach, ale możliwości są niegraniczone. Klej na gorąco, zszywacze łączą plastik i papier, frędzle i gazę, kapsle, muszle i elementy metalowe. Niektórzy tworzą wersje minimalistyczne oparte na wyraźnej dominancie, inne projekty mają charakter wręcz barokowy, surrealny, przekraczają wszelkie ograniczenia formalne (a czasem i grawitacyjne). Na stronie maskbook.org znajduje się już kilka tysięcy zdjęć dokumentujących  projekt rozpoczęty w 2015 roku z okazji COP21. W tym roku do tego potężnego archiwum aktywności, zaangażowania i artystycznej wyobraźni dołączy kilkadziesiąt prac wykonanych w Polsce przy okazji katowickiego Szczytu Klimatycznego i Marszu dla Klimatu.

Do Strefy Centralnej, w której odbywały się warsztaty, zabrałem ze sobą obie córki, bo choć wcale nie potrzebuję namawiać ich do obywatelskich odruchów – działają w Kato od protestu przeciw ACTA – nie muszą wiedzieć o wszystkim, co się w Kato dzieje. Zaangażowały się od razu. Zdjęły zimowe ciuchy, pogrzebały w kartonach z trashem, usiadły przy stole i zaczęły oswajać przedmiot lęku i niepewności. Maskę antysmogową. Jeszcze dekadę temu mogliśmy z sarkazmem i niedowierzaniem oglądać przekazy z tokijskich czy pekińskich metropolii. Nie chodziło tylko o wirus H5N1. Dobrze to wiedzieliśmy. U nas wcale nie było lepiej, tylko nikt o tym nie mówił, ten krytyczny głos jeszcze się nie przebił. Tak się składa, że młodzi ludzie rozumieją to jak nikt inny. Są zmęczeni rozgrywkami politycznymi, ale dla ekologii i klimatu są w stanie zrobić wszystko. Czekam na ten moment, kiedy dotrze do nich, że jedno z drugim jest nierozerwanie związane. Póki co, maski powoli stają się elementem polskiego zimowego pejzażu urbanistycznego. Nikt w maskach antysmogowych wykonanych na warsztatach Art of Change 21 nie będzie chodził. Pojawią się na Marszu dla Klimatu i w kilku galeriach w Kato. Ale ten symboliczny (i wizualny) gest i jego efekt oswajający mogą zdziałać więcej niż atestowany produkt. Jeśli oczywiście świat decydentów w porę się tym przejmie.

Polska edycja Art od Change 21 – ruchu powstałego w 2014 roku z inicjatywy Olafura Eliassona i Tristana Lecomte, działającego na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych oraz promocji ekologii przez sztukę, kulturę i media cyfrowe (i partycypację) - działania rozpoczęła już w czerwcu bieżącego roku. Wtedy to miały miejsce warsztaty zorganizowane przez Stowarzyszenie Kurka Wodna, wykłady o technikach oddechowych. W akcję włączyła się również katowicka ASP – pracownia Kompozycji prowadzona przez Małgosię Rozenau i Szymona Kobylarza. Powstały wówczas pierwsze maski-symbole, a fotografie wielkoformatowe dokumentujące efekty warsztatów zostały zebrane na wystawach w KATO na Mariackiej, w holu Wydziały Prawa i Administracji, w ASP i Dobrym Klimacie (slideshow) oraz przestrzeni Minus1.artspace. Akcję Maskbook w okresie COP24, w której uczestniczyła m.in. założycielka i dyrektorka Art of Change 21, Alice Audouin, patronatem objęło również IKKMO.

„Centralna” została podzielona na kilka stref – całą środkową część zajęły warsztaty, w przestrzeni medialnej ulokowała się Klara Drenčeni z mini- studiem fotograficznym (tło, dwie parasolki z lampami), tuż obok znajdowały się kartony z materiałami do recyklingu, bufet też wyszedł do ludzi. W prace nad maskami zaangażowanych było wielu gości szczytu. Każda praca otrzymywała własną, indywidualną metrykę – wypełniali ją sami twórcy tuż przed sesją fotograficzną. Przyglądałem się wszystkim etapom kompozycji, gotowym upcyklingowym projektom oraz pracy czeskiej fotograf i porównywałem efekty z galerią opublikowaną w sieci. Wyłaniał się z tych obserwacji i porównań jakiś piękny, ale zarazem niepokojący wniosek. Cieszyło zaangażowanie i ogromna, twórcza ekspresja, kolejny mały krok ku uświadomieniu sobie procesów i zmian, jakie zachodzą w naszym środowisku – może tym ludziom akurat nie potrzeba było więcej świadomości, ale przecież ich prace, ich spojrzenia zwracały się również – a może przede wszystkim – w kierunku tych, którzy postanowili biernie czekać na rozwój wypadków, albo uparcie przeczyć naukowym dowodom (a nieraz i własnemu doświadczeniu). Maskbook ujawnił również (wizualnie) inną rzecz. Maska niweluje różnice antropologiczne, etniczne, religijne, społeczne. I sygnalizuje wspólny nam wszystkim los.

Profesor Szymon Malinowski twierdzi wprost – i nie są to, proszę mi wierzyć, klimatologiczne fanaberie – w pewnym momencie osiągniemy punkt, w którym nie będzie już odwrotu. Nie będzie po prostu osoby, która przeżyje globalną katastrofę.


Powrót