Urszula Głodowska i Katarzyna Ryrych

Oswójcie ciemność a ona oswoi was

Śląska Scena Literacka: Urszula Głodowska i Katarzyna Ryrych

Po ostatnim, znakomitym spotkaniu z prof. Wojciechem Śmieją, na którym poruszaliśmy kwestie awansu społecznego i figur męskości  Śląska Scena Literacka diametralnie – również w związku
z przypadającym, dorocznym świętem – zmieniła rejestry. Obszar, o którym piszę trudno de facto nazwać literaturą dziecięcą, bowiem obie zaproszone gościnie, Katarzyna Ryrych i Urszula Głodowska piszą i przedstawiają spektakle dla odbiorców nieco starszych, w zasadzie już dla młodzieży (dolna  granica young adult), z drugiej strony patrząc, nie tylko wszyscy jesteśmy czyimiś dziećmi ale również zachowujemy się jak dzieci (kultura nie jest do końca pewna czy ten fakt symbolicznie penalizować czy jednak afirmować) i mitologizujemy czas dzieciństwa, chociażby nawet był niewart wspomnień i pełen traum. Nie ulega wątpliwości, że ten rodzaj literatury, reprezentowany przede wszystkim przez powieść, opowiadania, rzadziej przez teksty
i sztuki teatralne (Głodowska) jest skierowany i zaprojektowany – tak jak inne teksty gatunkowe – dla konkretnego czytelnika. Ale też wąska specjalizacja wcale nie musi oznaczać, że nasze myślenie o życiu, i byciu-w-świecie zostanie sformatowane do tego wąskiego obszaru. W zasadzie można powiedzieć, że dobra opowieść dla młodego czytelnika (i dziecka) i literatura poważna dla dorosłych różnią się w zakresie przyjętych środków obrazowania, strategii narracyjnych i stosunku do archetypów i matryc – ta druga musi z nich korzystać, żeby opowieść pozostała w polach symbolicznych danej kultury czytelna. I to jest zarazem koniec różnic.

Obie nasze czerwcowe gościnie, Katarzyna Ryrych – autorka wielu książek dla dzieci i młodzieży – wyróżniona Nagrodą im. A. Lindgren i. K. Makuszyńskiego oraz Urszula Gołdowska, aktorka Teatru Ateneum, lalkarka i autorka sztuki teatralnej „Kompania kompletnej klęski” z tych matryc korzystają. Jedną z nich, chyba najważniejszą, jest obecność alternatywnego (czy też równoległego) świata ukrytego za portalem. Portale są dosłowne (u Ryrych to kamienne, bramy, obeliski w stylu Stonehenge, mysia dziura, id), innym razem metaforyczne i wyobrażone
(myśl, obsesja, łza), przenoszą do innej czasoprzestrzeni. Przynajmniej od czasów Dickensa wiemy, że wcale nie musimy się po tych alter-światach spodziewać wytchnienia, radykalnej odmiany. Są tak samo niedoskonałe jak nasz, pełne zbłąkanych dusz i wędrowców, uwięzionych w nim uciekinierów z realu. I matrycą, choć już nieco młodszą od Dickensa, jest to, że naprawa tego surrealnego świata wiąże się i wpływa na ten fizyczny i materialny, a przynajmniej próbuje wpływać. Zresztą, jeśli wracamy z Narni (czy nawet Samoklęsk) już nie jako dzieci, pełne lęku
i naiwności ale jako władcy dalekich krain, odważni i sprawiedliwi, żadna rzeczywistość, nawet biedna, przemocowa, wojenna nie jest w stanie wywierać na nas wpływu. Przeobrażamy ją.

Swoją drogą byłoby ciekawe odszukać źródła tego motywu i prześledzić jego realizacje.
Może literatura stworzyła te przejścia i transgresje, bo było nam po prostu za ciasno na tym jedynym świecie? Czy może był on zawsze niedopasowany do naszych wyobrażeń? Albo jeszcze inaczej: to baśnie stworzyły problem ciasnoty i niedopasowania, bo pokazywały nam świat, którego nigdy nie zaznamy. W efekcie to baśnie miały okazać się odtrutką na baśnie?

Druga matryca wiąże się z wykorzystywaniem antropomorfizmu. W praktyce scenicznej
i lalkarskiej Urszuli Gołdowskiej pojawia się rzadziej (jest współautorką marionetki kruka
w „Winterreise”; w spektaklu „Kompania kompletnej klęski” raczej nie występuje). Natomiast
w książkach Katarzyny Ryrych jest zasadniczym elementem opowieści. Zwierzęta występują więc w tradycyjnych antropomorficznych rolach „Mysi chłopcy są o wiele fajniejsi niż ludzcy”
(Co tak atrakcyjnego jest w świecie zwierzęcym ukształtowanym na obraz człowieka, skoro
od ludzi i ich cech chcemy uciec?), ale również są posłańcami z innych wymiarów i komunikują się z ludźmi za pomocą ich wewnętrznego głosu, czasem wyraźnej intuicji. Czasem też bywają przewodnikami po zawiłych równoległych światach. Ryrych pisze, że jesteśmy winni zwierzętom opiekę. „Dawno temu podpisaliśmy pakt. To było wtedy, gdy mówiliśmy tym samym językiem”. Może właśnie dlatego, że literatura i jej fikcje ujawniają odwrotne zależności: to zwierzęta są opiekunami ludzi i ich przewodnikami (zresztą nie tylko fikcje).

Strategie gatunkowe nie są jednak tak ważne jak społeczny, etyczny wymiar i charakter polemiczny opowieści. Obie nasze autorki zajmują dość wyraźne stanowisko w sprawie współczesności. Ryrych zwraca uwagę na społeczne podziały i klasowości (fakt, jest to spojrzenie nieco anachroniczne, raczej z perspektywy końcowej PRL-u), podejmuje również temat depresji dorosłych i jej wpływu na rozwój dziecka. Głodowska – jakby idąc za rozpoznaniami Agnieszki Daukszy i jej „Ludzi nieznacznych”, ale i źródłowego dla tego problemu „Kopisty Bartleby’ego” Melville’a – uważnie przygląda się właśnie tym odrzuconym przez propagandę opresyjnego modelu sukcesu i mobilności społecznej, ludziom z perspektywy tej propagandy nijakim, niepotrzebnym, bezwartościowym, wszelkiej maści „nerdom” i „płatkom śniegu”. Przygląda się językom wykluczenia – każdy/a z bohaterów/ek posiada jakiś wdrukowany, wykluczający przekaz, klucz do dantejskiego kręgu czy też limbus puerorum. A zarazem – za portalem – wszystko się zmienia. Bierność zamienia się w działanie, lęk w świadomość i podmiotowość. „Oswójcie ciemność. A ona oswoi was”, wybrzmiewa jak przekształcony już bon mot Nietzschego (ciemność na ciebie spogląda) jak ponad-genderowe wezwanie w stylu „Żelaznego Jana” – droga do podmiotowości wiedzie przez uznanie swoich ciemnych, lękowych stron. Ale też przez wyobraźnię. Katarzyna Rurych również wskazuje ten kierunek. Być może tak również dokonuje się awans. Tyle że zamiast pozycji, władzy symbolicznej i materialnej sięgamy po inny kapitał: pasję (nawet ukrytą) i wyobraźnię – jako akty radykalnej wolności.


Powrót