dekoracja

Furtki awansu, modele męskości i cztery tureckie swetry

Śląska Scena Literacka

Najbardziej samotnymi ludźmi w dzisiejszym świecie są kobiety o poglądach lewicowych i incele – głosi jeden z wiralowych memów. Moglibyśmy dodać jeszcze jeden wektor, który subtelnie, ale
i autoironicznie odsłania się w najnowszej książce Wojciecha Śmiei „Cztery tureckie swetry”. Chodzi mianowicie o mężczyzn po czterdziestce.

Autor a zarazem gość kolejnej Śląskiej Sceny Literackiej odpowiada nieco wymijająco, że wszyscy cierpimy na samotność. I podaje jako przykład własnych studentów, którzy dopiero co odkryli właściwości pracy w grupie. W zespole. Odkryli rzeczy oczywiste dla boomersów, X-ów czy milenialsów i byli tym faktem szczerze zaskoczeni.

Oczywiście wszyscy cierpimy na samotność. Pisał o tym zajmująco i Leszek Kołakowski w świetnym „Horror Metaphysicus” i x. Józef Tishner w „Filozofii dramatu”. Ale współczesność ze swoim zestawem narzędzi typu korporalizacja warunków pracy, algorytmizacja i profilowanie
w soszialach, awans społeczny, ruchome wzorce kulturowe (w tym męskości) itd. zintensyfikowała to doświadczenie. Ktoś kiedyś użył pojęcia „epidemia wycofania”, określając nim zresztą cechę dystynktywną zachowań ludzkich w XXI wieku.

Z powyższej listy najważniejsze dla naszego spotkania w Piątym Domu miały być: awans społeczny i wzorce męskości (ze szczególnym uwzględnieniem źródeł historycznych, o których pisze prof. Śmieja w głośnej pracy „Po męstwie”).

Na scenę literacką niestety nie dotarł Maciej Jakubowiak, autor opowieści o awansie (czyt. zanikających stopniach awansu) „Hanka” i „Scenariusze końca”, książki w której przygląda się kulturowym źródłom i współczesnym reprezentacjom apokalipsy.

Z drugiej strony – pojawił się nieoczekiwany kontekst dyskusji – dopiero co opublikowany przez Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej zbiór opowiadań Wojciecha Śmiei „Cztery tureckie swetry”.

No właśnie. Na ten nieoczekiwany, zaskakujący debiut składają się opowiadania szczodre w swoim gawędziarskim geście, ale nie brak tu różnych form granicznych (które np. żenią ze sobą elementu eseju, bildungsroman i dziennika podróżnego). Zarazem są to teksty w jakiś sposób liryczne, poetyckie – zwłaszcza kiedy dotykają tematów nostalgii, wzrastania, utraty, mitologizujące epokę dzieciństwa a zarazem jakoś bezpardonowe, błyskotliwe i ironiczne
(i przypominają w tym przenikliwe Pilchowe pióro rejestrujące splątane beskidzkie i luterskie biografie). Opowiadają także okres transformacji i opisują – już bez użycia naukowych języków – figury męskości. Inną prezentuje bohater i zarazem narrator, inną uciekinier z rzeczywistości, gej i osoba transseksualna, figury niegdyś nadające lokalnego kolorytu, dziś elementy bezwzględnej
walki politycznej, jeszcze inną nuworysz i „zdobywca najnitisów”). „Cztery tureckie swetry” również odnoszą się do historii awansów, a konkretyzując – opisują długi moment bezhołowia, kiedy czasy równomiernego procesu rozwoju i awansowego gwarantowanych przez PRL już się skończyły (a ich niedobitki kończyły swoje sny o wielkości w chorobie alkoholowej i wycofaniu) a jeszcze nie wyłonił się do końca nowy model biznesowy, w którym wszyscy naparzają się ze wszystkimi. Jak pisał Rafał Pikuła o „Hance” Macieja Jakubowiaka – Kilkadziesiąt lat temu do awansu społecznego wystarczył jeden duży krok, dziś coraz częściej drobimy w miejscu, bo furtka promocji się domknęła.

Wojciech Śmieja zauważył, że owa furtka awansu  zaczęła się domykać na przełomie lat 60 i 70, kiedy wyczerpywał się już transfer ze wsi do miast, z kultury agrarnej do kultury przemysłowej. Transformacja lat 90-tych również posiadała krótki termin przydatności – był to okres, kiedy zaczęły odtwarzać się elity mieszczańskie i klasa średnia. Ale już za chwilę ten sam liberalizm gospodarczy, który gwarantował rozwój i transfery, zaczął aktywować kolejne pułapki: inwazyjne kredyty, nieograniczoną władzę banków, big-techów, korporacji, algorytmów. Marzenia i pieśni
o awansie zastąpiły właśnie perspektywy radykalnie bierne i niewolnicze. Mam wrażenie – mówiła Agnieszka Graff w jednym z ostatnich wywiadów o manosferze – że szkoła, przez którą przechodziło nasze pokolenie, nie miała na celu rozbudzania pasji czy talentów, ale przyzwyczajenie do życia w kulturze polskiego zapierdolu, do bycia w pozycji podporządkowanej.

Wojciech Śmieja – naukowiec – zarówno w pracy akademickiej „Niepodległości i transformacje” jak i w książce, która miała przebić się przez akademizm i jej szklany sufit – „Po męstwie”, próbuje z oczywistym i pozytywnym skutkiem zarysować mapy oraz źródła niestabilności form, w jakich przejawia się męskość i narracje o męskości, dowodząc, że odpowiadają i reagują one na szereg czynników o charakterze politycznym, historycznym czy ekonomicznym (analizę tej niestałości opisuje właśnie „Po męstwie”). Przy okazji wskazuje, w jaki sposób przejawiały się te zmienności w literaturze oraz przedstawia metodologie do pracy z tekstami literackimi.

 „Cztery tureckie swetry” tylko pozorują zerwanie relacji z biografią i strategią naukowca oraz obierają inne kierunki i obszary. Wojciech Śmieja wcale nie dokonuje tu żadnej rewolucji, zmienia tylko rodzaje optyki i języki. Z makroskali przechodzi na mikroskalę na przykład. Pozwala sobie
na użycie różnych filtrów i tricków, interwencji  i metafor – dzięki czemu niuansuje swoją opowieść, sprawia że staje się bardziej atrakcyjna (oraz łowi innego czytelnika). Również w materii języka poetyckiego, w nowych imaginariach jest w stanie pokazać więcej dzięki temu, że posiada naukowy, analityczny background. Ale także potrafi poszerzyć obszar badawczy, włączając do niego element nienaukowy: intuicję. Poezja od zawsze wie, że intuicja opisuje zupełnie inny obszar semiotyczny niż ten wychodzący od mechanistycznych, ontologicznych teorii.

I jest to w sumie również opowieść o awansie, o jednej z jego niestałych form. O transferze
z obszaru akademickiego, wykładowczego do tak zwanego pola literackiego, który to awans należy do rzadkości – o ile w ogóle się wydarza. Z reguły (tak jak w przypadku liryki i epiki) jego wektor jest odwrotny. 


Powrót