dekoracja

Czy Śląsk nie wypłakał do końca swojego żalu?

Śląska Scena Literacka. Spotkanie z Mirosławem Neinertem i dr Krystianem Węgrzynkiem

Śląska Scena Literacka finalnie usprawiedliwiła swoją skromną uzurpację i zaprosiła do rozmowy osoby związane z teatrem na Śląsku: Mirosława Neinerta – twórcę Teatru Korez i jego dyrektora, reżysera i aktora, bohatera wydanego przed kilku laty „Kolegi” – cyklu wywiadów zebranych 
i spisanych przez Tomasza Kowalskiego – oraz dr Krystiana Węgrzynka, badacza i komparatystę, autora i redaktora kilku publikacji, m.in.: „Języków mitu i historii, religii w literaturze na Górnym Śląsku”, „Obrazu medialnego Górnego Śląska w okresie międzywojennym”, wreszcie książki
o historii teatru na Śląsku „Czy Melpomena mówi już po śląsku”.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że podstawowa właściwość teatru – ta zamierzchła, wędrowna
i ludyczna jak i nowoczesne formy inscenizacyjne opierają się na tekstach pisanych. I tradycjach mówionych. A i ludzie literatury często z teatrem współpracują, nie tylko przy adaptacjach, również jako autorzy utworów scenicznych (Agnieszka Hamkało, Ishbel Szatrawska, Weronika Murek, Piotr Zaczkowski). W złotej dekadzie lat 90-tych w katowickim Gugalandrze i Teatrze Cogitatur wielokrotnie gościł Zbieg Poetycki Na Dziko.

Zebraliśmy się więc, żeby mówić o teatrze ale pretekstem – jak zawsze – miały okazać się książki.

Melpomena, jak sam autor konkretyzuje, jest dopiero szkicem, przyczynkiem do monografii o teatrze na Śląsku, ale stawia śmiałą tezę (dziś raczej ową śmiałość uznajemy za oczywiście racjonalną i naturalną), że region stworzył swój własny, podmiotowy teatr i jest on w stanie zagospodarować pola symboliczne i emocjonalne, opowiedzieć Śląsk tak, jak na zasługuje, dogłębnie i krytycznie. Teatr rozumiem tu jako zjawisko bardziej powszechne niż jednostkowe – choć nie da się ukryć, że w tym procesie największy udział miały dwie katowickie sceny – Teatr Śląski i Korez, oba ujęte zresztą w monografii w bogactwie swojej diachronii jak i synchronii.
Da się w tej linearnej opowieści wyróżnić pewne punkty węzłowe: okres 20-lecia międzywojennego, okresy adaptacyjne w czasach powojennych i późnym PRL-u (chodzi tu zarówno o przenoszenie na sceną śląską sztuk i zjawisk poza regionalnych jak i aluzje do realiów rodzimych, asymilacje śląskości i spraw śląskich w sztukach polskich, zrazu subtelne, z czasem coraz bardziej odważne), rozbłyski intuicyjnego geniuszu (w utworach scenicznych Stanisława Bieniasza), w końcu „Cholonek” Janoscha, który zmienił wszystko. Czytaj: otworzył śląskie sceny teatralne i myślenie o regionie, wskazał na nieograniczone perspektywy tożsamościowe, inscenizacyjne, adaptacyjne etc. „Cholonek” udowodnił nam wszystkim, że wszystko jest możliwe, że język śląski jest w stanie pomieścić i opowiedzieć złożone doświadczenie historyczne.

„Czy Melpomena mówi już po śląsku” została podzielona na dwie części. Szkic teoretyczno-historyczny  zamykają wywiady z ludźmi teatru: m.in. z Mirosławem Neinertem, Iwoną Woźniak, Robertem Talarczykiem, Zbigniewem Rokitą, Michałem Piotrowskim. To swego rodzaju dowody
w sprawie założonej przez Węgrzynka tezy. Nici wiążące przeszłość, tu i teraz i przyszłość, diachronię z synchronią.

Można powiedzieć, że rozwinięciem, a może tylko konkretyzacją cyklu wywiadów jest „Kolega” Tomasza Kowalskiego, książka która ukazała się zresztą w tym samym 2023 roku, nakładem wydawnictwa „Silesia Progress”. Jak sam tytuł wskazuje – rozmowy o Korezie, jego prapoczątkach, chronologii, ale i sprawach wewnętrznych, kadrowych, artystycznych, niezliczone anegdoty z życia aktorskiego toczą się tu w wąskim, kameralnym, koleżeńskim gronie. Biografia podana w wybranych starannie fragmentach tworzy nie tylko wielobarwny, dość tajemniczy, nieraz subtelnie awanturniczy (w kontekście aktów oporu przeciw przemocy politycznej stanu wojennego ale również pozycjonowania wyobrażeń o męskości: bohater opowieści jeździ Mustangiem, pali mocne cygara ale jest również orędownikiem gościnności i empatii w czasach kryzysu imigranckiego) portret artysty i menedżera ale również opowiada historię Korezu od jego awangardowych źródeł, teatrów studenckich, wersji wędrownych i śpiewanych w kościołach – po czasy sceniczne w sensie dosłownym – od sztuk Schaeffera i Ionesco, którymi Korez szturmował szklane, polskie sufity po czas stabilizacji i budowy autorskiej sygnatury w realizacjach utworów Janoscha, Rokity, Alojzego Łysko.

Tomasz Kowalski w rozmowie z aktorką Katarzyną Tlałką uznał, że Mirosław Neinert sprowadził teatr do takiego starego, śląskiego wyszynku. Rzecz jasna w pozytywnym tego pojęcia znaczeniu. Ja uważam, że Korez nigdy nie stracił ducha nomadycznego, nawet jeśli rzeczywiście musiał się ulokować w jakiejś przestrzeni symbolicznej. Jeśli „Cholonek” okazał się takim przełomem w pojmowaniu Śląska (i uczeniu się śląskiego przez Melpomenę), to między innymi dlatego, że opowiadał o nas również rzeczy niewygodne, i plebejskie i obsceniczne, dalekie od etosu, w który chcieliśmy wierzyć – ale robił to autentycznie. Robert Talarczyk miał kiedyś, po lubelskiej inscenizacji tekstu Janoscha powiedzieć, że Ślązacy są w stanie przyjąć nawet niewygodne prawdy o sobie, jeśli to jest dobrze artystycznie zrobione.

Najważniejsze pytania, jakie pojawiły się – już na samym początku rozmowy w Piątym Domu, pozostają wciąż otwarte i do rozważenia przez każdego z nas – mieszkańców regionu, odbiorców kultury, podmiotów historycznych. Warto je przypomnieć, nie tylko wmyślając się w działalność teatrów na Śląsku. Po pierwsze: co to znaczy śląskość jako sposób patrzenia na świat? Po drugie: Czy możemy sobie pomyśleć taką śląskość, która jest opowiedziana już bez kontekstu historycznego i tożsamościowego, w którym odrzucamy ten balast i zaczynamy opowieść o tu
i teraz. I po trzecie (ściśle związane z poprzednim) Czy skutecznie przeżyliśmy żal, opłakaliśmy siebie, żeby móc spojrzeć dalej? Czy kulturowa trauma wehrmachtowca kończy się pokoleniu prawnuków? – pyta Krystian Węgrzynek Zbigniewa Rokitę. Czy już, tak jak Szczepan Twardoch, przestaliśmy być dumni z bycia Ślązakami i staliśmy się po prostu Ślązakami?

fot. A. Ławrywianiec

fot. A. Ławrywianiec

 


Powrót