Przypadek i konieczność

Festiwal art+bits

Czytałem niedawno, że według prognoz za sześć lat około 50 mld rzeczy na świecie będzie podpiętych do sieci. Rzeczywistością z filmu „Her”S pike’a Jonze’a niebawem zaczniemy żyć, czy tego chcemy czy nie; albo zrobimy z tego jakiś pożytek albo będziemy jak bohater wiersza Krzysztofa Jaworskiego (zakładając, że nie dostrzegamy w nim przewrotnej ironii), który w utworze „Słodkie lata 90.” pisze: „Żyliśmy jak zwierzęta/ Bez iPadów, LTE i Internetu/…/ Nic nie było zapisane na pendrivach/ wszystko było zapisane w gwiazdach”.

Druga odsłona art+bits – festiwalu, który wedle swojego założenia łączyć ma technologię, sztukę i współczesny design, to już przeszłość. Działo się sporo, wziąwszy pod uwagę dwie wystawy (Galeria Miasta Ogrodów i Rondo Sztuki), całodzienne warsztaty w Domu Oświatowym i afterparty przy dźwiękach The Last Robots w Lounge Barze na Mariackiej. Chociaż jakiś niedosyt został. Jakieś poczucie braku rozmachu. Nazwiska dla mnie całkiem nowe, zjawisko niekoniecznie – co pewien czas słyszę o jakimś fenomenalnym pomyśle, wykorzystującym elementy technologii i myśl designerską – jak chociażby „Years” Bartholomausa Traubecka – gramofon, który za pomocą wiązki laserowej odczytuje barwy słojów drzewa, analizuje je i przekształca na system dźwiękowy.

Zarówno Swag Show jak i art+bits to są wydarzenia dla mnie bardzo inspirujące. To muszę przyznać. Łatwo jest uznać – z perspektywy domowej (w której uprawia się specyficzny gatunek archeologii), ale i wiekowej (czterdziestka to dobry czas na podsumowania i zmiany, ale równie często prowadzi do acedii, czyli zobojętnienia) – że sztuka wyczerpuje możliwości przekazu, strawiła już wszystkie formy, i teraz może albo się powtarzać albo upraszczać aż do całkowitego zaniku. Jak mylne jest to jest przypuszczenie, pokazują właśnie takie wydarzenie jak art+bits. I Swag – jeśli chodzi o sztukę użytkową. Otóż ludzka myśl – mówiąc nieco patetycznie – i kreatywność jest dzisiaj wręcz trudna do zmierzenia. Niemal wszystko – od produkcji aktualnej (na wysokim technologicznym poziomie), po produkty wycofane z użytku, peerelowskie symbole i buble, może być użyte do generowania nowych form: sekwencery i procesory, budziki i walkmany, rzutniki i roboty kuchenne, tarcze telefonów stacjonarnych z 76 roku i kamerki internetowe. Efekty są róże: czasem banalne, niejednokrotnie zaskakujące, bywa że proces twórczy jest ściśle kontrolowany, bywa – znacznie częściej - że wszystko okazuje się przypadkowe. I chyba o to chodzi. Skoro wszystko (lub prawie wszystko) zostało powiedziane i przedstawione, i żyjemy w czasach takiego nasycenia formą, trzeba szukać innych dróg, mniej świadomych, bardziej intuicyjnych. Całkiem aspektu świadomego wyłączyć się nie da, bo przecież mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać po głowicy golarki nasączonej tuszem drukarskim czy silniku krokowym, do którego mocujemy wkład kulkowy – ale jednak ten aspekt minimalizujemy, i sam efekt bywa trudny do przewidzenia. Jest w takim kreatywnym podejściu do sztuki i technologii zarówno zuchwałość, jak i pokora – jedno umożliwia generowanie idei, drugie – zaakceptowanie faktu, że dzieło pozostaje w dużej mierze przypadkowe. 

 

Radosław Kobierski

Październik 2014

 

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

 

 

 

 

 

 

 

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

 

 

 

 

 

 

 

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

 

 

 

 

 

 

 

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

Art+bits Festival, fot. B. Barczyk

 

 

 

 

 

 

 


Powrót